Linux

Jak to miłośnik Windows zaczął poznawać Linuksa – 0x00

Zaczynam na poważnie zajmować się Linuksem. Częściowo jako jeden z planów noworocznych ale głównie ze względu na to co się obecnie dzieje na świecie. Co mam na myśli? Coraz głośniej ostatnio o szpiegujących tabletach i smartphonach, backdoorach modułach zawartych w oprogramowaniu służącym do ewentualnego podsłuchu użytkowników czy innych zamachach na wolność i prywatność. Obawiam się że takie trendy będą się z czasem nasilać i na zamknięte programy będzie trzeba spoglądać ostrożniej, czy dla naszego dobra nikt nas nie podsłuchuje. Jest też inna kwestia – większość softu idzie w kierunku idiotoodporności i ograniczania funkcjonalności. Coraz modniejsze staje się sandboxowanie aplikacji, zabranianie robienia tego czy tamtego i ogólne traktowanie użytkownika jak debila, czego nie obserwuję w środowisku open-source. Wolałbym aby do otwartych rozwiązań przekonywała mnie ich funkcjonalność, wygoda, szybkość, no ale cóż. Może w przyszłości.

Póki co chcę dogłębnie poznać nowe środowisko tak więc wszelkie testy będę przeprowadzał na wirtualnej maszynie opartej o VirtualBox. Zdaję sobie sprawę że nie jest to praca 1:1 jak na normalnym sprzęcie, ale mój pecet jest na tyle mocny aby spadki wydajności były marginalne (sprzętowa wirtualizacja rlz). No i migawki pozwolą łatwiej naprawiać zepsute rzeczy 🙂

Standardowo przy instalacji pingwina trzeba wybrać z pośród dystrybucji których ilość dąży do nieskończoności. Z miejsca odpuszczam sobie wszelkiego rodzaju mixy miksów remixów, chyba wiadomo dlaczego 😉 . Przeglądając główne dystrybucje skreśliłem Ubuntu gdyż Canonical ostatnio idzie w stronę która mnie się wcale nie podoba (vide unity). Zresztą Ubuntu wydaje się strasznie n00bowskie 😉 Debiana mam na serwerze więc też odpadł z miejsca. Wybierając coś z innej beczki odrzuciłem Archa i Gentoo gdyż nie czuję się na siłach aby ich używać. Z pozostałych przy pomocy rzutu monetą wybrałem Fedorę 16 x64 z GNOME. KDE doinstaluje się później.

Przez pewien czas używałem trochę Linuksa ale było to na zasadzie ‘co się domyślę’. Tym razem mam zamiar zrozumieć ten system przynajmniej w stopniu takim jak Windows. Czyli czeka mnie wiele prób z wyciskaniem ostatnich soków z pingwina 😉 Nie będzie mu ze mną łatwo – nie odpuszczę w żadnym aspekcie, i nie raz będę musiał przywracać snapshota 😉 Czasem aby się czegoś nauczyć trzeba coś rozwalić 🙂 .

Wspomnę jeszcze że w założeniu chcę na Linuksie używać tylko otwartego oprogramowania ale to się wpisuje samo w filozofię systemu.

Czekając aż pobierze się obraz iso (tylko 600mega z kawałkiem!) ustaliłem przy pomocy kolegi że 20 GB wystarczy w zupełności. Swoją drogą Windows 7 wymaga co najmniej 40 GB. Intrygujące zważywszy że po instalacji typowej dystrybucji mamy jakiś podstawowy pakiet oprogramowania, a Windows jest w zasadzie bez niczego. Kiedyś będę musiał zgłębić tą tajemnicę. Po szybkim rzucie okiem widzę że w moim Windows 7 katalog Windows ma 23,5 GB. Zapewne częściowo wynika to z intensywnego hardlinkowania ale i tak to sporo. Okazuje się że 50 GB na partycję C:\ to zbyt mało, nawet po wyciągnięciu dokumentów na inną partycję… ale nie o tym dzisiaj.

Szykują się interesujące eksperymenty.

EDIT:

Do diabła z wirtualizacją, ściągam Mandrivę i instaluję po ludzku na fizycznym dysku..

Reklamy